Bangkok hit czy kit?

Nasza galeria zdjęć z Bangkoku :

http://www.swiatpodroznikow.pl/pl/gallery/album_photos/144

 

Chyba każdy tak ma, że przed wyjazdem do jakiegoś miejsca czyta, dowiaduje się różnych rzeczy , aby później skonfrontować to z rzeczywistością. Tak w naszym przypadku było z Bangkokiem.Spodziewałam się czegoś całkowicie innego, szczególnie jeśli chodzi o bazary i dzielnice Pat Pong.

Targi, owszem zaskakują ilością produktów i cenami w jakich można je kupić. Większość jest śmiesznie tania( niestety mamy ograniczenie związane z wielkością bagażu:) i zastanawialiśmy się jak tym ludziom może się opłacać to produkować, przywozić sprzedawać i jeszcze muszą na tym zarobić. Wyobrażałam sobie, że większość z tych miejsc będzie oferowało ekstremalnie dziwne i niespotykane jedzenie, ku naszemu rozczarowaniu w większości miejsc było to samo , a robaki były zaledwie na trzech stoiskach na Khao San. Gdzie wszyscy robili sobie zdjęcia za 10 batów. Trochę to przykre, ale tak bywa:)

 

Pat Pong – czerwona latarnia bez fajerwerków….

 

Kolejnym rozczarowaniem była dzielnica Pat Pong. Oboje wyobrażaliśmy sobie ją całkiem inaczej. Dookoła owszem były domy rozpusty, ale głównym miejscem były stragany z pamiątkami nastawione na turystów. Zwyczajnie taki zwykły tajski turystyczny bazar, gdzie za zwykłe bokserki sprzedawca żąda 250BHT, aby je sprzedać za 70BHT. Masakra i na dłuższą metę mega męczące.

Tomek za wszelką cenę chciał zobaczyć Ping Pong show, mnie chciał wysłać na masaż, ale stwierdziłam, że jeśli wszyscy o tym mówią to może warto zobaczyć. Na show namówił nas jeden z naganiaczy. Już wcześniej wiedzieliśmy jak to mniej więcej działa. Przychodzisz, siadasz, możesz chwile popatrzeć. Jeśli ci się nie podoba to możesz wyjść lub zamawiasz napój i możesz oglądać dalej. Ok , spróbujemy, cena co prawda wydawała mi się trochę niska, bo tylko 100 B. Do tego w menu m.in. Jack z colą :) No mniam mniam ;) ( dla Labiego oczywiście)Byliśmy pierwszymi osobami tego wieczoru i jedynymi w barze. Show zaczął się z opóźnieniem, więc zdążyliśmy trochę po komentować „ gwiazdy wieczoru”, które w tej samej sali szykowały się do występu. Ja byłam strasznie spięta, bo taka sytuacja to dla mnie całkowita nowość i nie do końca czułam jakbym powinna tam być. Może jeszcze kilka słów dla tych którzy nie wiedzą co to jest. Ping pong show. Jest to pokaz, polegający na tym że kobiety używając mięśni swojej waginy robią rzeczy, o których wielu mężczyznom się pewni nie śniło.

Podczas naszego pokazu było otwieranie butelki wody mineralnej,wyciąganie 3 metrowej wstążki, gra na trąbce oraz strzelanie piłeczkami ping pongowymi , a to wszystko przy użyciu tylko i wyłącznie mięśni pochwy. Na nieszczęście byliśmy jedynymi osobami na sali, więc cały atak był skumulowany w nas. I tu nasz pokaz się zakończył, bo nie byliśmy chętni, aby wrzucać napiwki i przyszła do nas Pani, która poinformowała nas, ze za oglądanie show musimy zapłacić 2600 B za osobę. Nie zastanawiając się opuściliśmy lokal, w którym nas perfidnie oszukano. Ale taka sytuacja nie mogła im ujść płazem. Przed pokazem weszło do klubu jeszcze dwóch starszych panów, kiedy wychodziliśmy, ci sami naganiacze usiłowali ich nakłonić na pokaz. Tomek z radością oświadczył im jak cała sytuacja wygląda w środku i żeby broń boże nie wybierali się w to miejsce. Przestraszony naganiacz udawał, że to nie jego wina i że on nic o tym nie wie… Na pewno!

Tak też zawiedzeni Ping Pong Show, zniesmaczeni zachowaniem ludzi ale usatysfakcjonowani, że nie uszło im to do końca na sucho. Udało nam się uratować od tego oszustwa dwóch Panów z Arabii Saudyjskiej, wprawdzie dostawy ropy nam za to nie obiecali, ale widocznie byli niezwykle szczęśliwi:)

Korki, korki, korki

Dodatkowo Bangkok to strasznie zakorkowane miasto, trzeba się na to nastawić wcześniej i chcąc gdzieś dojechać należy brać na to poprawkę. My przetestowaliśmy kilka opcji poruszania się tutaj.

Piesze wędrówki są przyjemne jednak na mapie wydają się to niewielkie odległości,a w rzeczywistości miasto jest strasznie rozciągnięte i czasem warto wziąć pod uwagę inny rodzaj transportu. My najczęściej korzystaliśmy z miejskich autobusów, które dojeżdżają chyba w każde miejsce miasta i większość mieszkańców orientuje się gdzie jaki bus dojeżdża. Ceny wahają się od 6,5- 13 B. Cena uzależniona jest od długości trasy i klasy autobusu. Do busa wsiada się bez biletu, a po chwili tak znajdzie Cię bileterka, która z niezwykłą zręcznością obsługuje metalową saszetkę z biletami i pieniędzmi.Inną alternatywą jest transport wodny, są to wodne taksówki które sprawnie przemieszczają się wkoło stolicy, nie stoją w korkach i nie trzeba wdychać tylu spalin. Przejazd taką taksówką to 15 B, a przy okazji można podziwiać Bangkok z innej perspektywy. Bardzo zresztą ciekawej:)

Floating Market

Przechadzając się po ulicach Bangkoku na każdym kroku natrafialiśmy na agencje turystyczne które oferują wycieczki po okolicy. Czasem warto tam zajrzeć, chociażby po to aby się rozeznać co jest wartego odwiedzenia. Ceny wycieczek zazwyczaj są sporo zawyżone w stosunku do ceny w jakiej samemu można sobie zorganizować taki wyjazd , a informacje jak się okazało nie do końca prawdziwe. . W naszym przypadku wystarczyło kilka pytać i już wiedzieliśmy jak dostać się na pływający market miejskim busem( za 70BHT, a wrócić tradycyjnie stopem:)

Większość autobusów, odchodzących w różne okoliczne miejsca można znaleźć w okolicy Victory Monument, tutaj dostaliśmy się miejskim busem.

Tak też bezproblemowo w godzinkę dostaliśmy się do Maeklong, gdzie można zobaczyć niesamowity market rozstawiający swoje stoiska przy i na torach. Od czasu do czasu przejeżdża pociąg i wtedy wszystko jest na chwile chowane.

Floating market Amphawa i Damnoen Sadauk to miasteczka pośrodku których płynie rzeka i tutaj handel kwitnie. Miejscowi przypływają na swoich drewnianych łódeczkach obładowanych owocami, jedzeniem i przysmakami, a wszystko wygląda bajecznie kolorowo.

I tutaj okazało się, że trafiliśmy do tego miejsca w nieodpowiednim czasie. Specjalnie dzień wcześniej w agencji turystycznej pytaliśmy się kiedy odbywa się ten bazar, teoretycznie miał być od piątku do niedzieli. Jednak to była nieprawdziwa informacja i każdy miejscowy mówił że market jest w sobote i niedziele. My załapaliśmy się tylko na namiastkę tego co się tutaj normalnie dzieje. .

Tak więc dla osób które chcą się tu wybrać :

Floating Market Amphawa Odbywa się w sobotę i niedzielę od godziny 12

Floating Market Damnoen Saduak Odbywa się codziennie od ok 8 rano do ok 13.

Bez problemu można się tu dostać podmiejskimi autobusami. Z powrotem próbowaliśmy szczęścia stopem i po raz kolejny potwierdziło się, że stop w Tajlandii działa perfekcyjnie ! Dostaliśmy się prosto do naszego hotelu co jest nie lada wyczynem w 10-milionowej aglomeracji.

Zakupowe szaleństwo

Jeżeli macie ochotę na duże zakupy w Bangkoku to polecamy słynny JJ market (Chatuchak market)

można tu kupić niemalże wszystko, w dużo korzystniejszych cenach niż na większości bazarów w centrum miasta. Oczywiście trzeba pamiętać aby negocjować swoją cenę, bo mimo niższych cen niż w innych miejscach stolicy to i tak wiele z podawanych przez sprzedawców cen jest zawyżana.

Targ podzielony jest na sektory tematyczne, wszystko jest zadbane, sprawnie prowadzone. Przy wejściu można poprosić o mapkę na której zaznaczone są poszczególne działy( sztuka, rośliny, książki, ubrania, zwierzęta, antyki, jedzenie, dekoracja domu). Najlepiej przyjechać tu około godziny 9, aby uniknąć upału, i jeszcze bardziej męczących tłumów ludzi. Cały market zajmuje 26akrów i mieści około 15000 sklepów! Cały dzień chodzenia murowany!

Flower Market

Flower Market to miejsce które warto odwiedzić chociażby ze względu na storczyki. U nas jest to niespotykane aby na tylu straganach obok siebie, aby sprzedawano tyle kwiatów. Niestety rynek kwiatowy we Wrocławiu nie ma szans. Tutaj stoiska z kwiatami są wręcz nimi zasypane. A największe wrażenie zrobiły na mnie cięte storczyki , które nawet nie są trzymane w wodzie. Całe stosy tych kwiatów na każdym stoisku to magia sama w sobie! No i cena – uwaga ! 50BHT za całą reklamówkę!

Dużo dużo więcej ….

Wybaczcie nam, ale nie jesteśmy w stanie napisać Wam teraz o wszystkim co widzieliśmy w tajskiej stolicy. Napiszemy to po powrocie w formie przewodnika i takich suchych faktów.

 

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *