Koh Lanta – wyspa magicznych miejsc

Na Koh Lantę dostaliśmy się promem z Phi Phi. Na wyspę można się dostać obecnie tylko raz dziennie. Niestety low season sprawił, że akurat na tę wyspę przejazdy są najdroższe. Bilety można kupić niemal w każdym biurze podróży na Phi Phi. Warto jednak porównać cenny, gdyż nie wiele trzeba,aby sporo przepłacić. Ceny wahają się między 350-600 BHT za ten sam prom, w tym samy dniu i miejsce w tej samej klasie! Podróż trwała troszkę ponad 2 godziny.

Koh Lanta to dużo wyspa z wieloma ośrodkami wypoczynkowymi. Są one jednak porozrzucane po całej wyspie co sprawia, że przemieszczane bywa kłopotliwe. My nocleg zaklepaliśmy już na Phi Phi po twardych negocjacjach osiągnęliśmy cenę 500BHT za bungalow położony na skarpie z widokiem na morze. Warto dodać, że cena ta była niezwykle atrakcyjna za tak urokliwe miejsce. Po chwili okazało się, że para Kanadyjczyków za podobny domek, ale bez widoku na morze zapłaciła 800BHT. Skąd takie różnice? Ano wynikają one z narodowości kupujących.. Jaśminka zauważyła, że niemal w każdym miejscu pytają o kraj pochodzenia. Niestety jak jesteś Niemcem to masz przerąbane – ceny minimum razy 2! Podobnie działa to w przypadku całej Europy Zachodniej. My na koniec negocjacji usłyszeliśmy, że skoro jesteśmy z Polski i do tego studenci to nie mamy tak dużo pieniędzy, więc w drodze wyjątku dostaniemy domek w tej cenie na 2 noce.

Negocjacje – czyli jak kupować, żeby nie przepłacać

W negocjacjach trzeba być nieustępliwym i twardo walczyć o swoją cenę. A jeżeli druga strona nie zgadza się na nasze warunki, warto zwyczajnie zrezygnować i odejść. W większości przypadków będziemy ścigani przez sprzedającego i zaoferuje on nam satysfakcjonującą cenę. Podobnie jest w przypadku wszelkiego rodzaju pamiątek. Tam już z zasady sprzedający rzucają kosmiczna cenę, a po chwili dodają, że mogą zrobić zniżkę. Ja w takim przypadku negocjacje owej zniżki zaczynam od 20% kwoty podanej przez handlarza. Mimo że jest on święcie oburzony, to zazwyczaj transakcja jest finalizowana, a cena jest dla mnie zawsze satysfakcjonująca.

Słoń Trąbalski na uwięzi …..

Och jak dobrze być w miejscu gdzie Ramadan nie obowiązuje:) Wypożyczyliśmy tradycyjnie skuter i udaliśmy w poszukiwaniu pysznych azjatyckich smaków. Na samym początku nasze drogi spotkaliśmy dwa biedne i zniewolone słonie. Słonica i jej maluszek, przywiązaniu łańcuchem do drewnianego kołka, w upale bez wody i świeżego jedzenia. Przeraziło nas to niesamowicie. Wygrzebaliśmy więc resztki ananasa z torby i nakarmili te dwa biedactwa. Niesamowite uczucie karmić słonia, który praktycznie je z ręki, a pokarm zabiera tak delikatnie i z niewyobrażalną gracją, której często brakuje ludziom. To doświadczenie sprawiło, że absolutnie pod żadnym pozorem nie będziemy wspierać zaistniałego precedensu. Spacer na słoniu, który jest tak traktowany została definitywnie wyrzucona z naszego programu i póki co nie chcemy o tym słyszeć.

Wracając do naszej przejażdżki, najpierw udaliśmy się do Parku Narodowego Koh Lanta. Chroni on fragment dżungli i południowego wybrzeża wyspy. Zdziwiło nas jednak, że w PN są wyasfaltowane ścieżki, poprzycinane drzewa, a całość wygląda jak wielki park, ale miejski. Nie zdecydowaliśmy się na trekking wytyczona ścieżką, gdyż tak naprawdę nie oferowała ona nic ciekawego poza porostami i lianami, które tak naprawdę co tutaj wszędzie. Cały ten PN zalatywał specjalnie stworzony produkt, mający na celu przyciągnięcie turystów. Wejście na teren parku to wydatek rzędu 100BHT/osobę, my zapłaciliśmy jednak tylko 30BHT. Wiadomo – negocjacje jak wszędzie:)

Z dodatkowych atrakcji warty polecenia jest za to wodospad, który paradoksalnie znajduje się kilka kilometrów przed granicą parku. Można do niego dojść za własną rękę lub wynająć przewodnika. W pobliżu jest także farma węży. Idealne miejsce dla miłośników mocnych wrażeń. Nie liczcie jednak, że zwierzaki są tutaj trzymane w dobrych warunkach. Podobnie jak w przypadku słoni, przebywanie na terenie owej farmy to dla nich męczarnia.

 BYŁA WYŻERKA !

Na wyspie odnaleźliśmy dwa naprawdę magiczne i miejsca, które polecamy każdemu wybierającemu się w ten region Tajlandii!

 

  • Gipsy Restaurant – najbardziej klimatyczna restauracja na Koh Lancie!

 

Restaurację odkryliśmy niedaleko Gipsy Village. Położona przy głównej drodze, zauroczy nas wystrojem i klimatem. Restauracja zbudowana jest na dwóch ogromnych drzewach, które to przechodzą take przez jej środek. Krzesła, stoły, balustrady wszystko misternie rzeźbione i niesamowicie masywne. Umywalki zrobione był z ogromnych muszli, podobnie jak lampy i wiele innych dodatków. Byliśmy jedynymi klientami, zajęliśmy wyborne miejsca przy samej balustradzie, rozkoszując się widokiem na plaże, okoliczne wyspy i błękitną wodę. Przeglądaliśmy z niezwykła fascynacja kartę w poszukiwaniu dobrej rybki. Kelner pomógł nam rozwiązać problem i już po chwili usłyszeliśmy skrobanie łusek. Zszedłem na parter do kuchni i podpatrywałem jak nasza ryba w sosie słodko-kwaśnym jest przygotowywana. Smażona na głębokim oleju w małej, schludnej i czystej kuchni z widokiem na Morze Andamańskie. Obok przyrządzany był sos w skład którego wchodziły następujące składniki : przecier pomidorowy, odrobina sosu chwili, marchewka, świeży ananas, szczypiorek, cebula i przyprawa do kurczaka. Całość tradycyjnie podana z ryżem, a do picia mrożona kawa, która jest nieopisaną pomocą w unicestwieniu pikantnego smaku.

Co tu dużo mówić – sam obiad był prawdziwym dziełem sztuki. Właściciel restauracji, starał nam się niezwykle umilić czas. Zaprosił nas do swojego pokoju, pozbijanego z desek. Urzekła nas w nim prześwitująca żywica przez którą wpadało czerwono-pomarańczowe światło tworząc niezapomnianą atmosferę. Jak się po chwili okazało właściciel jest artystą, który sam wykonuje wszystkie meble i dodatki w restauracji. Całość jest dziełem jego życia, w której trzeba zakosztować wybornego jedzenia będąc na Koh Lancie! A kiedy już odjeżdżaliśmy i okazało się, że nie pojedziemy bo mamy gumę, zapakował nasz motor na pakę i odwiózł do najbliższego warsztatu.

Więcej szczegółów na www.gypsyrestaurantlanta.com

 

 

 

 

 

 

 

Hotel i restauracja na rzece

Kolejnym rewelacyjnym miejscem, dla którego zdecydowaliśmy się na przedłożyć nasz pobytu na wyspie jest hotel i restauracja na rzece. Urokliwie miejsce, które odkryliśmy przemierzając wyspę skuterem, a kolejnego dnia dotarli tam stopem. Położone jest w północno-wschodniej części wyspy, na ścieżce widokowej wśród lasów mangrowych. Jest to pływający kompleks, którego poziom położenia zmienia się w zależności od pory roku i co za tym idzie głębokości wód. Podczas naszego pobytu poziom wynosił tylko 3 metry, natomiast podczas maksymalnych opadów sięga aż 7 metrów. Jest to fajne miejsce, gdzie można się całkowicie zrelaksować łowiąc ryby i a kubki smakowe rozpalić do czerwoności kosztując najsmaczniejszych i najświeższych przysmaków. Właściciele oferują miejsce noclegowe( poza sezonem 300BHT w sezonie około 500BHT), wypożyczanie kajaków, wędki oraz wycieczki wokół wyspy. My łowiliśmy ryby oraz wybraliśmy się na godzinną wyprawę kajakiem( trochę było nudno bo woda praktycznie stała). Wieczór był czasem degustacji. W kompleksie mieści się także rybia farma, a co za tym idzie każda zamówiona ryba musi zostaje odłowiona na oczach klienta. My wybraliśmy Groupera – podobno najcenniejszą i najlepszą rybę oferowaną na wyspie, ale cenioną w całej Tajlandii. Dodatkowo na ruszt poszły kraby niebieskie w sosie czosnkowo-pieprzwoym oraz klika małż-gigantów. Krab zostały naszym faworytem – mięso wręcz rozpływało się w ustach, a każdy jego kęs rekompensował trudny wydobycia go z pancerza. Przepisy na rozmaite sosy, które tak bardzo urozmaicały smak potraw podamy Wam już niebawem.