Angor Wat – historia zaklęta w kamieniach

To jest taki ogrom,przestrzeni, świątyń, kamieni , że nie da się tego opisać, a także ciężko jest zrobić zdjęcie, które odda dokładnie to co tutaj widzieliśmy. Tutaj po prostu trzeba być aby poczuć tą nutkę magicznej atmosfery i zaklętej w kamieniach historii, po której co chwila się tutaj stąpa.

Kamienie, z których zbudowane są świątynie, sprawiają wrażenie jakby grawitacja o nich zapomniała i że przy drobnym dotknięciu wszystko legnie w gruzach. Jednak okazuje się, że wiele z nich przetrwało setki lat w takim położeniu, więc może wytrzymają nurt szalonych turystów.

Za późno o 20 lat …..

Angor Wat – symbol potęgi Khmerów, największy na świecie kompleks świątyń powstałych między IX a XIII wiekiem. Miejsce o którym napisano już tak wiele, a które ciągle niesamowicie oddziałuje na ludzką wyobraźnię. Trzeba tam po prostu być, my żałujemy tylko jednego – że nie dotarliśmy w to magiczne miejsce 20 lat temu. Kiedy nie było tutaj jeszcze asfaltowych dróg, sprzedawców książek, kontroli biletów, a dżungla ciągle nie była ujarzmiona przez człowieka. Liczba odwiedzających pod koniec lat 80 nie przekraczała 1000 osób, teraz to już miliony …..

 Bilecik do kontroli

W kompleksie Angkor wykupiliśmy bilet na 3 dni( do wyboru są jeszcze 1-dniowe za 20$ oraz 7 dniowe za 60$) . Bilet tygodniowy polecamy pasjonatom historii, sztuki, płaskorzeźby i długich spacerów. Bilet jednodniowy jest idealny dla chińskiej wycieczki, która przebiegnie przez wszystkie świątynie, zrobi miliardy zdjęć i wkurzy na maksa. Także bilet 3-dniowy, który można wykorzystać przez tydzień w dowolnie wybrane dni wydaje się najrozsądniejszym rozwiązaniem. Khmerowie w Angorze są mistrzami pod względem organizacyjnym. Sprzedawany bilet posiada fotografię właściciela, która wykonywana jest na miejscu, datę ważności oraz cenę. Co ciekawe przed wejściem do każdej świątyni kontrola jest bardzo szczegółowa włącznie ze spojrzeniem na zdjęcie. Wszystko odbywa się jednak w wesołej atmosferze.

Dzień 1

Pierwszy dzień rozpoczął się od rozczarowania. Umówiony dzień prędzej tuk-tuk nie dojechał. Nie ma co 5 rano okazała się dla niego zabójczą godziną, cena 10$ za cały dzień pracy niezbyt atrakcyjna. W Siem Reap nie ma jedna z tuk-tukami żadnych kłopotów, toteż już po chwili wygodnie siedząc zmierzaliśmy w stronę Angor Wat, mając nadzieję zobaczyć wschód Słońca. Niestety pogoda w porze deszczowej nie dopisuje i mimo, że rano nie pada to zazwyczaj jest bardzo pochmurno. Zadowoliliśmy się także niepowtarzalnym widokiem Angoru o 05:20, setek ludzi, którzy chyba nie mogą spać i smakiem pysznej kawy. Nie potrafimy sobie wyobrazić co musi się dziać w tym miejscu w sezonie. Skoro wszyscy narzekają, że teraz nie ma turystów, a fakt jest taki, że tłumy oblegają świątynię z każdej strony to coś musi być nie tak. Dobrze, że tak z rana nie było chińskich wycieczek – to pozwoliło zachować nam odrobinę luzu.

Tego dnia zdecydowaliśmy się na odbycie, standardowej, krótkiej objazdówki po parku archeologicznym, na trasie której znajdowały się największe i najpopularniejsze świątynie : Angor Wat, Angor Thom, Bayon, Baphuon i Ta Phrom. Niestety im dłużej trwał dzień tym więcej było turystów. To odbierało dużo przyjemności ze zwiedzania, które zakończyliśmy około 14.

Dzień drugi – piękno, które można chłonąć samemu

Kolejny dzień spędzony w Angkor to niesamowita odmiana. Omijam tuk-tukiem już odwiedzone przez nas zatłoczone turystami miejsca. Tego dnia wyruszyliśmy dopiero koło godziny 9. To co zobaczyliśmy pod Angorem i Bayonem to jakiś horror. Sami Chińczycy i Japończycy, setki grup, autokarów i krzykliwych przewodników. Na nas czekała jednak odmiana, cisza, spokój, wkoło nas zaledwie kilka osób. Teraz można było poczuć klimat i magiczną moc zaklętą w tych świątyniach. Jak to możliwe? Zwyczajnie wystarczyło wybrać mniej popularną, ale równie piękną, a na pewno bardziej urokliwą trasę znaną jako „ Big Circult”. Rozpoczęliśmy od świątyni Preah Khan, pięknej pochłoniętej częściowo przez dżunglę. Później kolejno Banteay Samre, Ta Som , Eastern Mebon , Sra Srang oraz najbardziej oddalona Phnom Bok. W miarę jak zwiedzaliśmy kolejne świątynie liczba turystów była coraz mniejsza, Gdy całkowicie zboczyliśmy z trasy i udaliśmy się do Phnom Bok nie było nikogo oprócz nas! Wyobrażacie sobie! Kilka milionów ludzi odwiedza ten kompleks a tutaj nagle ani jednej osoby, żadnych naganiaczy nic – tylko historia i my! Świątynia znajduje się na sporym wzniesieniu, a podejście jest bardzo wyczerpujące, chyba z 1000 schodów, Jaśminka myślała, że umrze podczas wspinaczki, ale było warto. Widok jaki roztacza się na całą okolicę jest obłędny i nigdy nie widzieliśmy tak płaskiego terenu. Gdzieś w oddali majaczy jeszcze jedna góra a tak to równina pokryta polami ryżowymi i lasami. Magiczne miejsce, które dla nas do końca życia pozostanie najbardziej wyjątkowym! :):)

 

Złotówki na dolary ?

W Eastern Mebon zaczepił nas policjant z pytaniem skąd jesteśmy oraz propozycją sprzedaży czapki i odznaki policyjnej. Sądziliśmy, że to po raz kolejny takie standardowe pytanie, aby strażnik mógł sobie urozmaicić czas w trakcie pracy. Jakie było nasze zdziwienie gdy po tym jak usłyszał, że jesteśmy z Polski zapytał czy nie zamienimy mu pieniędzy. Trzymał w dłoni 550 STARYCH POLSKICH ZŁOTYCH. Pozdrawiamy grupę czterech osób z Polski, które za stare polskie złotówki kupiły od policjanta dwie odznaki policyjne i dwie służbowe czapki :) Dobry interes – tym bardziej że mundurowy cenił to na 150$, do teraz żałuję, że mój zapas tej waluty został w hotelu… Takie suweniry w dobrej cenie :)

Więcej zdjęć w naszych galeriach na FB oraz swiatpodroznikow.pl

 

 

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *